Dzięki trwającej już kilka lat kampanii „Cała Polska czyta dzieciom” większość rodziców zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny w procesie rozwoju maluszka jest jego bliski kontakt z książką. Jednak wraz z powrotem tego chlubnego zwyczaju odżyła także wątpliwość – co czytać? Jak na przepełnionej półce w księgarni znaleźć lektury odpowiednie dla małego smyka?
Pedagogika kontra antypedagogika
Rodzice często stają przed dylematem: czy wybrać książeczkę, która dziecko po prostu zabawi, rozśmieszy, czy taką, z której malec będzie mógł się czegoś nauczyć? Właściwie powyższe pytanie dręczy pedagogów i twórcy literatury dla dzieci już od wielu stuleci. We współczesnym świecie spór tych dwóch różnych koncepcji wychowawczych przybrał na sile.
Z jednej strony chcemy, żeby dziecko miało dużą wiedzę o otaczającej je rzeczywistości, by od najmłodszych lat odkrywało (także dzięki książkom) pewne prawidła, rządzące światem. Także kwestie wychowawcze są dla rodziców istotne. Wciąż żywe jest oświeceniowe przekonanie, że książka dzięki oddziaływaniu na małego czytelnika, ma wychowywać, czyli pokazywać, jakie zachowania są dobre, właściwe, a jakie postawy moralne zasługują na potępienie. Dobrze więc, jeśli historyjka uczy życzliwości, otwartości na świat i drugiego człowieka. Nie chodzi o koloryzowanie rzeczywistości, przedstawianie jej dziecku przez różowe okulary, ale o uwrażliwienie na potrzeby innych ludzi, zakrzewienie empatii i przekazanie pewnych moralnych wzorców postępowania.
Takiej postawie sprzeciwia się antypedagogika – kontrowersyjny ruch wychowawczy, którego hasło brzmi: „Kochasz, nie wychowuj!”. Wiąże się on z odrzuceniem poglądu, że rodzice mają prawo (obowiązek) wychowywać dziecko, czyli poprzez celowe działania wywoływać określone zmiany w świadomości i zachowaniu malucha. Według założeń nurtu antypedagogicznego dorośli nie powinni narzucać nikomu (szczególnie dzieciom) swoich wartości i norm postępowania, muszą więc odrzucić postawę „eksperta”. Jak te postulaty są realizowane w literaturze przeznaczonej dla młodego odbiorcy? Przede wszystkim nie spotkamy w niej dorosłego, który byłby „nauczycielem i mistrzem” dla bohatera historii. Jest on zazwyczaj partnerem dziecka, nie ogranicza jego wolności nakazami i zakazami (lub jeśli to robi, dziecko je ignoruje). Często też w książkach tego nurtu dorosła postać jest przedstawiona w negatywnym świetle. Mały bohater sam odkrywa świat, nabywa nowe umiejętności, uczy się pokonywać przeszkody i interpretować co jest dla niego dobre, a co złe. Nierzadko przytrafiają mu się mrożące krew w żyłach historie, jednak bohater musi sam poradzić sobie z przeciwnościami losu.
Niektórzy psychologowie uważają, że dzięki takim lekturom malec uczy się, że we współczesnym świecie bardzo ważna jest samodzielność. Z drugiej jednak strony traktowanie smyka jak partnera rodziców okazuje się totalną klapą wychowawczą i nie przynosi w przyszłości pozytywnych rezultatów. Pedagodzy i psychiatrzy ostrzegają, że dzieci, którym rodzice nie wyznaczą konkretnych granic zachowań i traktują właśnie „po partnersku” mogą mieć potem ogromne problemy osobowościowe!
Przemoc i trudne tematy
Wielu rodziców obawia się, że straszne historie, w których np. bohater jest zabijany, ćwiartowany lub zjadany przez „czarny charakter” są dla dzieci zdecydowanie zbyt brutalne i absolutnie należy się ich wystrzegać. Jednak, choć brzmi to paradoksalnie, dzieci potrzebują takich brutalnych i strasznych opowieści. Dlatego infantylizowanie klasycznych baśni, zmienianie ich fabuły, tak, by były one łagodniejsze, nie przyniesie maluchowi korzyści.
Dziecko i tak zetknie się z przemocą – w telewizji, gazetach, w życiu codziennym. Dlatego od najmłodszych lat należy nauczyć dzieci właściwie oceniać negatywne zachowania i wyrobić w maluchach przeświadczenie, że zło zostaje ukarane, a dobro nagrodzone. Tego właśnie uczą np. baśnie. W przeciwieństwie do agresywnych i krwawych scen, z którymi maluch może się zetknąć na filmach, w prasie czy jakże często w telewizyjnych bajkach dla dzieci, przemoc w baśniach nie pojawia się przypadkowo, bezmyślnie, ale zawsze w konkretnym celu. Służy do przedstawienia jakiegoś ważnego problemu, pomaga też dziecku zrozumieć jego negatywne emocje i jasno klasyfikuje co jest godne pochwały, a co potępiane. Ale najważniejszą nauką płynącą dla dziecka z baśni jest to, ze zło samo się unicestwia. Występni bohaterowie sprowadzają na siebie karę, niejako sami skazują się na nią już w momencie popełniania złego czynu!
Odseparowując maluchy od wszelkich brutalnych elementów rzeczywistości i trudnych tematów, rodzice skazują swoje dzieci na emocjonalny analfabetyzm. Smyk, który będzie wzrastał w przekonaniu, że świat jest zawsze piękny i kolorowy, dla którego śmierć to tylko dłuższa drzemka, a zło w zasadzie nie istnieje, w późniejszym wieku nie poradzi sobie w zderzeniu z rzeczywistością!
Rodzice nie powinni się obawiać poruszać z maluchami trudnych tematów. A gdy o pewnych zagadnieniach jest im niezręcznie mówić, można sięgnąć po wartościową literaturę, dzięki której maluchy nie tylko zrozumieją prawidła rządzące światem, ale także nauczą się co jest godne pochwały, a jakie zachowania są naganne.
Autor: Redakcja dziecko24.pl











