Na co pozwalamy?
W każdej rodzinie inne zachowania uznawane są za karygodne, choć z pewnością jest wiele takich, które ustalają normę społeczną. Człowiek jest istotą żyjącą „w stadzie” i czy chce, czy nie musi pewne reguły stosować, by nie zostać odebrany jako ignorant behawioralny. Warto się zastanowić, jakie zachowania my uznajemy za dobre oraz zauważyć, na wypracowaniu których u dziecka najbardziej nam zależy. Aby nie popaść we frustrację, należy stosować metodę małych kroków – chcemy, aby dziecko nie biegało podczas posiłków oraz samo się ubierało, skupmy się bardziej na tych sprawach. Ogólną zasadą przy wprowadzaniu domowych kodeksów jest ich jasność i jednakowe postępowanie obydwojga rodziców czy opiekunów. Jeśli mama nie pozwala na chodzenie w brudnych butach po domu, tata też musi na to zwracać uwagę, inaczej dziecko zlekceważy zakaz. Dotyczy to również oglądania bajek, jedzenia, bądź niejedzenia w wyznaczonym czasie itp.
Jest niegrzeczne – czy zachowuje się niegrzecznie?
Problem nazewnictwa jest drugorzędny – ważniejsze jest nasze podejście do tej sprawy. Dzieci nie są z gruntu złe, mogą mieć za to złe nawyki lub charakter utrudniający pracę z nim. Dorośli przecież także wykazują odmienne postawy, są mniej lub bardziej społeczni, empatyczni, energiczni... Janusz Korczak widział w swoich podopiecznych przyszłego dorosłego i traktował ich tak, jakby sam chciał być traktowany – z miłością, szacunkiem i godnością. Zastanówmy się, czy w stosunku do dziecka łatwiej nam wyrazić naszą niechęć czy złość, gdyż jest po prostu słabsze? Często tak właśnie jest. Łatwiej zrozumieć „zły dzień” szefa czy małżonka, niż naszego trzyletniego szkraba – bo przecież „dzieci nie mają nerwów”. Otóż mają i to bardziej wyczulone od dorosłych. Ich również dotyka stres, złe samopoczucie, zniechęcenie czy ból głowy. Oczywiście, nie wszystkie problemy dają się tak wyjaśnić, lecz spojrzenie na malucha przez własny „ludzki” pryzmat wiele daje.
Metody powszechne
Przyjęło się niestety w naszym społeczeństwie stosować zaawansowany system KAR wobec siebie nawzajem. Zbyt mało uwagi poświęcamy CHWALENIU za to, co zrobione dobrze. Być może nasze babki czy nawet matki dalej wierzą w wyższość kija nad marchewką, ale ogólne (przemyślane) tendencje mówią inaczej. Owszem, ograniczać złe zachowania, nie pozwalać na nie, ale zauważać przede wszystkim dobro. Porządnie ułożone książeczki na półce, zjedzone szybko śniadanie, zapiętą samodzielnie na guziki koszulkę czy wypracowany obrazek specjalnie dla taty. Sposób „kija” jest z pewnością rygorystyczny i wychowamy nim karną osobę, lecz także taką, która nie wierzy we własne możliwości, może skrycie czuć nienawiść do otoczenia, wyładowuje się „do wewnątrz”, niszcząc swoje wnętrze autoagresją. Druga skrajność także nie jest odpowiednia – na Zachodzie w połowie XX. wieku zaczęto stosować „bezstresowe wychowanie”, po czym okazało się, że wiele z tych dzieci w późniejszym życiu wykazuje dysfunkcje społeczne, nie potrafi współżyć z innymi pokojowo. Jednak chwalenie, to nie to samo, co pozwalanie na wszystko!
Chwalić po stokroć
Masz zdawałoby się zupełnie nieznośne dziecko? Zastanów się, co udaje mu się zrobić dobrze, bez upominania. Z pewnością będzie to trudne, ale warto zacząć od małych rzeczy, chwalić za drobnostki – będzie to jednak sygnał dla dziecka, że nie masz dla niego tylko przykrych uwag czy podniesionego głosu. Kochasz je, więc zacznij wyrażać to, kiedy tylko nadarzy się okazja!
Autor: Redakcja dziecko24.pl











