Gdy dziecko posiądzie już pewną sprawność motoryczną, zaczyna z zamiłowaniem wykorzystywać zdobyte umiejętności – chce odkrywać świat, poznawać nowe tereny, zaglądać we wszystkie zakamarki. Smyk uczy się pojmować otaczającą go rzeczywistość i, co bardzo ważne, wyodrębnia z tej rzeczywistości siebie, jako istotę z krwi i kości, która już tyle potrafi! To wyodrębnianie siebie jako osoby, wyznaczanie swoich granic, odbywa się między innymi poprzez negację – w ten sposób dziecko demonstruje własne „ja”. Ale też ciągłe „Nie! Nie! Nie!” maluszka to testowanie rodziców: sprawdzanie, na co mu pozwolą, a kiedy powiedzą „Stop”. Na przykład: gdy przy jedzeniu maluszek wymyśli sobie, że nie chce jeść kaszki metalowa łyżeczką, tylko plastikową, a ty się na to zgodzisz, następnym razem będzie chciał się przekonać, czy spełnisz jego następną prośbę i zażąda miseczki w innym kolorze, albo zechce jeść na kanapie, zamiast przy stole. Jeśli rodzice zaczną smykowi na wszystko pozwalać (często po prostu dla świętego spokoju), maluszek rozpędzi się w swoich roszczeniach i będzie zachowywać się coraz gorzej, odmawiając jakiejkolwiek współpracy z dorosłymi. Do tego jego napady złości będą coraz bardziej widowiskowe.
Poczucie bezpieczeństwa
Wiek dwóch lat to czas, gdy dziecko chce samodzielnie badać świat. Świat, który jest nie tylko tajemniczy, ale też często bardzo groźny! Dlatego niesłychanie ważne dla maluszka jest w tym okresie poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że jego silni rodzice obronią go przed wszelkim zagrożeniem, a w ich ciepłych i pełnych miłości ramionach zawsze można znaleźć schronienie. Rodzice mają być tymi, którzy kreują zasady zachowania i pilnują porządku dziecięcego świata. Jeśli więc będziecie malcowi często ulegać, zaczyna on odczuwać, że dorośli nie są wcale tacy groźni, skoro mu na tyle rzeczy pozwalają. Prowadzi to do powstania sytuacji lękowej, zachwiania poczucia bezpieczeństwa dziecka, które staje się przez to bardziej krnąbrne.
Najważniejsze – konsekwencja
Tak naprawdę maluszek nie chce wywalczyć sobie władzy absolutnej. Chce odkrywać świat, ale w granicach, które wyznaczają mu opiekunowie. Jak należy postępować, żeby z rozbrykanego dwulatka nie wyrósł mały tyran, który będzie potem rządził całą rodziną?
Najważniejsza jest konsekwencja w działaniu rodziców i zdroworozsądkowe podejście. Dziecko musi wiedzieć, co mu wolno, a jakie zachowania są niedopuszczalne. I choć początkowo będzie się buntować, w końcu uzna pewne zasady za prawdy oczywiste. Nie chodzi tu wcale o przyjmowanie przez rodzica postawy żandarma, który tylko nakazuje i zakazuje niemal wszystkiego. Zostawmy maluszkowi pewną dozę swobody. Niech sam się przekona, że jeśli kategorycznie odmawia zjedzenia obiadu, szybko zrobi się głodny, a gdy będzie rzucać samochodzikiem – zabawka się popsuje. Dziecko zauważy takie „naturalne konsekwencje” swoich poczynań i zrozumie, że pewne zachowania nie zawsze są opłacalne. Jednak jeśli chodzi o bezpieczeństwo smyka, czyli takie sprawy jak jazda w foteliku samochodowym, noszenie kasku na głowie podczas jazdy na rowerze, trzymanie za rękę rodzica podczas przechodzenia przez jezdnię, mycie rąk po przyjściu z dworu, czy zakaz bawienie się kablami, rodzice powinni wykazać się niezłomną postawą.
Dobrze jest zaaranżować takie sytuacje, w których maluch będzie mógł wyszaleć się, rozładować nagromadzoną w nim energię – można więc np. w deszczowy dzień pozwolić mu poskakać w kaloszach i nieprzemakalnym płaszczu po kałużach, na spacerze w lesie nie protestować, gdy wręcz maniakalnie zbiera wszystkie znalezione szyszki i „nietypowe” patyki i pozwolić mu wybiegać się do woli do parku.
A przede wszystkim rodzice powinni uzbroić się w cierpliwość. Maluszek w końcu zaakceptuje pewne reguły, przestanie rzucać się na podłogę w sklepie, nauczy się innych słów, niż tylko „nie, nie, nie” i będzie się z nim dało pokazać wśród ludzi bez obawy, że narobi wstydu.
Autor: Redakcja dziecko24.pl










